Macie czasem tak że jest czwartek? Jest sobie czwartek, jest sobie człowiek. Człowiek się nudzi, to bierze gazetę. W gazecie czyta że film Y, część czwarta ma u Felisa 4 gwiazdki na 5. Cztery gwiazdki na pięć, hoho, sie było na części trzeciej, która miała tylko 7 kółek na 10 i była dobra, a tu 4 gwiazdki na 5. Bierzesz więc dziewczyne i idziesz do kina. Wykładasz 5 dych, dostajesz bilety, siadasz w fotelu. Najpierw reklamy, rekamy, reklamy po czym bum - zaczyna się film. Na ekran wychodzi krytyk filmowy - Paweł Felis z gazety wyborczej i mówi: "hehe". Po czym znika. Jego miejsce zajmuje reżyser i producent filmu w jednej osobie. Pokazuje nam język i zadowolony znika z kadru. Pojawia się facet od plakatu. W stroju magika z napisem Photoshop na cylindrze. Jedno machnięcie różdżką i na ekran wjeżdza wielki napis "KONIEC", zapalają się światła a Ty już nie po raz pierwszy masz wrażenie, że ktoś Cie wyruchał na kasę.
A czy nie ciekawym, uczciwym systemem byłby system, roboczo przeze mnie nazwany systemem nebady, polegającym na tym, że w kinie mozesz zakupić karnet, powiedzmy za 200zł na 10 filmów. Chodzisz sobie z tym karnetem na filmy. Jak wykorzystasz cały to dostajesz krótką ankietę w której zaznaczasz ile któremu z obejrzanych filmów dajesz procent kasy z wcześniej wpłaconych 200zł.
Nieuczciwa promocja tego, co wartościowe?
Jak myślicie?